20:45:14, 2010-02-02
PŚ Zako 2010 <3
Tak sobie myślę, że powinnam coś napisać o PŚ, chociaż brak jakiegokolwiek opisu z LGP nie bardzo mi się podoba ;>  Po czterech latach znowu wybierałam się na PŚ. Znowu były mrozy, znowu nikomu nie podobał się pomysł mojego wyjazdu. Tym razem było jeszcze gorzej, bo można powiedzieć- jechałam 'sama'.
W czwartek 21.01 o 8 wyjechałam z Białegostoku, w Krakowie byłam kilka minut przed 16. Dziewczyny już na mnie czekały, ale fakt, że szukałyśmy się prawie godzinę chyba pominę ;) W każdym razie po 18 byłam już w domu u  Ilony i Aldony, które przenoczowały mnie(dziekuję jeszcze raz ^^). Pooglądałysmy zdjęcia, plakaty, filmiki z Leonardo na jutubie i w ogóle było bardzo miło. No, może zrobiło się trochę nie miło, gdy okazało się, że do Zakopanego nie raczył przyjechać szanowny Martin Koch, któremu przez pół Polski wiozłam prezent urodzinowy. W każdym razie bardzo miło się rozmawiało i nie udało się pójść wcześnie spać, chociaż drugi dzień z rzędu miałam wstać o 4:50 -_- 
Jakoś wstałysmy, wyszykowałyśmy się, wsiadłyśmy o 5:50 do autubusu do Krakowa, o 7:35 do Zakopanego i po 10 byłyśmy już w Zakoo <3 W autokarze siedziałam koło jakiegoś Turka/Rumuna podobnego do Chedala. Z moim szczęściem- nic dziwnego.  Myślałam, że w Zakopcu nie wyrobię z zimna, siedziałyśmy w taksówce, a ja najwyczajniej trzęsłam się. Trochę mi przeszło, gdy dotarłyśmy na kwaterę. Gospodyni nie było, a jej kompetentny syn 'zaprowadził nas do jakiegoś pokoju' i kazał czekać na mamę, bo 'ona będzie za godzinę lub dwie'.  Inteligentny syn wpakował nas do trzyosobowego pokoju - nas było pięć. Ale nie narzekałyśmy, łazienka z podrzewanymi kafelkami i 'aneks kuchenny', który służył u nas za kuchnię- bardzo  przyjemne miejsce do siedzenia, w pełni wynagrodziły nam dwie dostawki. Od samego początku śmiałyśmy się z Grażyna(tak chłopaka nazwałyśmy, bo nikt nie wiedział jak się nazywa...) i tak już zostało do końca. A z n-k dowiedziałysmy się, że Grażyn tak naprawdę nazywa się Andrzej. xD
,

Wkurzyłyśmy się straszne, bo Gospodyni nie pojawiła się po tych dwóch godzinach, olałyśmy i poszłyśmy pod skocznię. Zafundowałam sobie też mały spacerek i w ten oto sposób przypadkiem odkryłam gdzie znajdują się popularne w tym roku Hyrny. [tutaj akurat nie ma nic ciekawego do opowiadania].
Około 14 ruszyłam z Magdą na skocznię. Miałyśmy farta, bo weszłyśmy jeszcze przed najgorszym tłumem. Od samego początku zaczęło się śmianie z Alter Ego Koja, Vaciaka i jego brata.  Przy okazji napatoczył się Werni z Berim xd.  Konkurs może nie bardzo ciekawy, zimno i w dodatku podium mogło być lepsze, ale opłacało się pojechać, choćby tylko dla zobaczenia po raz kolejny Aho skaczącego na żywo.  [próby dorwania Werniego po konkursie i wbieganie pod prąd na teren skoczni daruję sobie].
Po konkursie i pożegnaniu z Magdą marzyłam tylko o gorącej herbacie. A wieczorem(a można powiedzieć, że nocą) koncert Kroisos. W kilku słowach- było super :)
W sobotę o wiele ciekawszy konkurs, w tym dwa rekordy skoczni. Szkoda, że pobito Hannawalda, ten jego rekrod sprzed 7 lat to było naprawdę coś. A teraz? Na wszystkich skoczniach są praktycznie Ci sami rekordziści... ;/ Konkurs był jeszcze o tyle dobry, że w końcu udało mi się dostać jakieś autografy i zrobić zdjęcia (Dzieciorób xD ).  Trzeba też wspomnieć o okropnej organizacji. Na sektory C było tylko jedno wejście, ludzie nie mieli jak wejść na trybuny, rozwalali siatki, to było po prostu okropne...
A po konkursie znowu marzyłam tylko o herbacie...
  Reakcja warta zapamiętania: 'Koooooofi'x5 na widok zdjęcia. Tego zdjęcia xD:

W tym momencie warto wspomnieć o naszych wspaniałych sąsiadach- białoruskich juniorach. Troszkę dzicy,  nie opuszczali klapy w łazience, oglądali filmy z ruskim dubbingiem itp. Fajny był trener, z którym pogadałam sobie po białorusko-rosyjsku w niedzielę xD. Ach, fajne były też narty jednego z nich, z którymi po cichaczu zrobiłyśmy sobie sesję zdjęciową ;]
Niedziela była pod znakiem miłego leniuchowania. Uaktywniłyśmy się na dobre dopiero koło 15, gdy trzeba było zjeść obiad, który wyjątkowo postanowiłysmy zrobić same. I to nie byle jaki obiad, bo z okazji Derbów Mediolanu postanowiłysmy ugotować spaghetti ;D 1kg makaronu, sos Pudliszki własnoręcznie wykonany.... pycha :D  Około 19 wyszłyśmy na poszukiwanie knajpki, gdzie moznaby obejrzeć mecz. Żadnej nie widać, powoli tracimy nadzieję, a tu raptem szyld SPORT CORNER.  Wystrój od razu nam się spodobał, miła obsługa od razu powiedziała, że włączy nam mecz, a menu było przednie. Gdyby tak jeszcze Leo miał mniej powodów do złości i wynik był lepszy...(dla przypomnienia- 2:0 dla Interu)
Niedzielny poranek zleciał nam już na dopakowywaniu się i siedzeniu w naszej kochanej kuchni <3 A już o 10 wyjazd ze wspaniałego Zakopca :(
Już nie mogę się doczekać sierpniowego LGP, wiem, że będzie wspaniale. I oddam  Kochowi tego bałwana, ktory aktualnie przez pół roku będzie leżeć u mnie w szafie... -_-

Teksty wyjazdu:
-Zaprowadził nas do jakiegoś pokoju
-Kooooofiii
-Szmal jak Lazzaroni- z tyłu laska
-Restauracja pod Armandem
-Gdzie Lucecit pięć, tam jest co jest!
-Zły Leoncio o.O

Ten wyjazd był zupełnie inny niż cztery pozostałe. Inny, ale nie gorszy. Na pewno będę go mile wspominać, chociaż dłuuuugo nie przeboleję, że żaden z postawionych celów nie został zrealizowany. Szczególnie wszystkie plany(marzenia? ;>) związane z niejakim Janne A.

Serdecznie pozdrawiam Aldonę, Ilonę, dwie Pauliny, Magdalenę ^^, Crazy, Annett i wszystkich innych, z którymi spotkałam się w Zako. Pozdrawiam również  Hrabinę, która wyjazdowe fazy nadrobi w sierpniu :D

Resztę zdjęć z wyjazdu na fb lub w moim albumiku.

Ciało W/V... ;)


Marta


skomentuj(3)




22:12:22, 2010-01-07
С Рождеством!
Witam w Nowym Roku ;)
Wyjątkowo pierwsza notka pisania nie 1.01, ale nie miałam ani weny ani chęci.  Od 28 grudnia do 2 stycznia byłam w Pabianicach u Wu. Było, że się tak wyrażę, bosko. Tyle śmiechu z byle powodu do póxnych godzin, że nie odespałam wyjazdu do tej pory ;) Przy okazji chcę napisac, że polskie filmy z lat 90-tych są najlepsze. Po prostu. Szczególnie Pasikowskiego z najlepszymi z najlepszych. Po prostu, widzisz na ekranie Macieja Kozłowskiego, Bogusia Lindę, Artura Żmijewskiego, Czarka Pazurę(bez różnicy, czy z prawym kciukiem czy bez), Marka kondrata czy Mirosława Bakę i wiesz, że możesz oglądac film, bo na pewno się nie wynudzisz(ewentualnie popłaczesz ze śmiechu, jeżeli oglądasz film w dobrym towarzystwie). Aż chciałoby się podac kilka cytatów z Psów, Sary, Reichu czy może już z trochę młodszego Dnia Świra Koterskiego, ale jest ich tyle, że wszystkich nie chce się wypisywac, a pominąc ktoryś szkoda ;)

Wczoraj miałam Wigilię. Od samego początku planowaliśmy, że zwyczajnie posiedziemy w domu, jednak godzinę przed planowaną Wigilią stwierdzilismy, że możemy pojechac na wies. W ciągu pół godziny spakowaliśmy całe jedzenie i kolo godziny 16 pojechalismy. Na drodze ślisko, pada snieg, ale przyjechaliśmy o czasie, tzn. wyrobiliśmy się na 16:30- początek skoków xD. Wieczór zleciał szybko, w Koryciskach nie siedzieliśmy długo, bo baliśny się, że przy tak obfitych opadach zawieje drogę. A w nocy do Cerkwi... Niby stałam 3,5 godziny, ale wyjątkowo nie chciało mi się spac, moze dlatego, ze było tak zimno, że gdy ludzie mówili, to było widac parę?  W każdym razie, po staniu w takiej zimnicy, położyc się o 5:46 w ciepłym łóżeczku to po prostu wspaniała sprawa.
A dzisiaj pierwszy dzień świąt. Szkoda, że czasy, w których napisałabym 'od Mikolaja dostałam to i to' już dawno minęły. W każdym razie, obudzono mnie przed 10, więc oczywiście nie wyspałam sie. U dziadków w Morzu wynudziłabym się jak mops, gdybym nie wzięła komputera i filmów. Lepiej było wieczorem u wujka. Ulcia jest już taka duuuża. I nie powiem, duuża rozrabiaka. Gówniarza zabiegała, a przez jej grę na 'keybordzie' od 'Mikolaja' rozbolała mnie głowa.  Ale i tak ją uwielbiam :)



Marta


skomentuj(0)




23:16:18, 2009-12-22
Wow, znowu piszę!
Aż mi siebie żal. Nie wiem nawet ile dokładnie czasu minęło od ostatniej notki, nie wiem, czy ktoś tu jeszcze wchodzi(mało prawdopodobne), jednak poczułam potrzebę napisania. Taak, tutaj, nie na fotoblogu czy gdzieś. W takim mini-skrócie ostatnich miesięcy(by potem miło przypominać sobie) Zako->liceum->pamiętny wyjazd na Ukrainę. Reszta nie jest ważna. Teraz też nie wiem po co piszę, nic szczególnego nie wydarzyło się.

Wczoraj miałam Wigilię klasową. Nic specjalnego, szczerze mówiąc. Nie było to nawet lepsze od siedzenia na jakiejś nudnej lekcji. No, chyba, że na tej lekcji trzebaby zapisywać jakieś pierdoły... Ogólnie cały wczorajszy dzień był jakiś nie do końca udany. Wstałam o 3 rano(!), ułożyłam wspaniały plan działania, który zwyczajnie spalił na pancewce. Żadna z ważnych spraw nie potoczyła się jak chciałam, nawet klasówka z matematyki ;]. Ale dzisiaj było już o wiele lepiej, choćby dlatego, że jutro już wolne ;). Ale jeszcze pogadałam, pośmiałam się, popatrzyłam(w oczy ;) ^^) i ogólnie wszystko to jest wielki plus. Druga Wigilia klasowa, tym razem gimnazjalna, też jako tako ujdzie. A dlaczego cieszę się, że poszłam, wiedzą Ci, którzy powinni ;].

Postanowienie na najbliższe dni: w końcu obejrzeć Szklaną Pułapkę! xD
Marta


skomentuj(1)




11:32:21, 2009-05-03
A big stick with a big nose.

Witam wszystkich serdecznie, coś mi się zdaje, że powinnam wreszcie coś tu napisać. Od ostatnej notki kilka razy zbierałam się do pisania, serio. Tylko zawsze albo brakowało czasu albo motywacji, a gdy już miałam to i to, dochodziłam do wniosku, że poczekam jeszcze trochę, to i notka będzie dłuższa. Sorry, zawsze byłam leniwa <robi "przepraszam" po migowemu :D>

Powinnam przestawić się na częstsze pisanie. Może nie będzie nic ciekawego, ale przynajmniej nie wyjdę z jako takiej wprawy(już wyszłam -_-).

Pominę większość bzdet, o których miałam zamiar pisać wcześniej. Wspomnę tylko, że zostałam laureatem konkursu gimnazjalnego z białoruskiego, a egzaminy były proste jak budowa cepa. ;)

A... No i od pewnego czasu ciągle oglądam tych oto panów(nie ukrywam, że panie z mniejszą przyjemnością):

 

 

Ci panowie występowali w amerykańskim programie Whose Line Is It Anyway?(jeżeli ktoś nie wie, co to jest, zapraszam na google.pl). Z tych panów najbardziej lubię tego pana w zielonej koszuli i kajakach zamiast butów(15USA xD)- Ryana Stiles. Boski facet, tylko dać mu jakiegoś kolegę do scenki i może zdziałać cuda(chociaż sam też daje sobie radę). Obejrzyjcie sobie obojętne jaki fragment programu na youtube: przekonacie się.


Tydzień temu, w poniedziałek, musiałam opuścić kochane Whose Line. Powodem tego był wyjazd na Białoruś, dokładniej do Mińska. Przyznam, od dłuższego czasu czekałam na tą wycieczkę. Jak cholera chciałam zobaczyć wreszcie Mińsk. I muszę przyznać- jest tam pięknie. Czysto, zielono, ulice zadbane, przystojni faceci... Czego więcej chcieć? :D A no jednak można chcieć. Choćby taksówki z Anisimovem, której jednak nie widziałam :( :P

Pomijam już nawet jedzenie(jak człowiek głodny, wszystko zje i tyłka mu nie rozerwie). Gorsze było nasze schronisko, czy jak to nazwać. Pokoje zasyfione, podłoga chyba od kilku miesięcy nie myta, łóżka małe, za miękkie, koce pokryte miejscami niezydentyfikowaną białą zeschniętą substancją... Błe.  No i mistrzostwo świata- łazienki. Kible bez desek, kabiny bez zamków, zlewy wspólne dla wszystkich(w tym żeńskie WC wychodziły z pomieszczenia z umywalkami, prysznice działały tylko na drugim piętrze(a i to tylko trzy z czterech). A jaki to prysznic piękny..  zero zasłonek, każdy oddzielone od siebie ścianą. A "kabiny" takie małe, że troszkę się poruszusz i coś wystaje -_-. I tak najdebilniejszą decyzją był wypad pod prysznic o 5:30. Woda lodowata, w schronisku zimno. Nigdy więcej tego nie powtórzę, macie to jak w banku.

W sumie byłoby ok, gdyby w sklepie dawali mielonkę, gdy się o nią prosi, a nie jakiś pasztetowy syf bez smaku dla niemowląt. Byłoby naprawdę miło. A. I jeśli kiedyś zawieje Was na Białoruś, koniecznie kupcie wodę mineralną i lody. O ile ta pierwsza jest  marna w smaku(słona...), to lody są B O S K I E.

Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo chętnie pojechałabym do Mińska jeszcze raz. I potem jeszcze i jeszcze, ile wlezie.

 




Inne zdjęcia u mnie, pewnie potem trafia do albumika

 

 

Na koniec piosenka, której nie mogę się nasłuchać(i nie jest to piosenka o żonie R(r)yana xD) :)))



Pozdrawiam wszystkich,
Ciało.
Marta


skomentuj(7)




10:11:24, 2009-03-08
'Ten styl to jest dla koneserów widowisko'

Wiecie co? Po raz pierwszy nie mam wymówki w stylu „nie miałam o czym pisać”. Zwyczajnie brakowało weny. Kilka razy myślałam o zakończeniu swojej marnej działalności na blogu. Ale wtedy, po kilku latach, gdy szczegóły wylecą z głowy, będzie miło wejść na bloga i przeczytać jakąś starą notkę ;P

Pominę styczeń i przejdę od razu do FERII. W pierwszym tygodniu z drużyną o szanownej nazwie „Ekipa z niebieskiego jeepa[zmiennie dżipa]” brałam udział w 'turnieju' siatkarskim. Ujawniając nasz wspaniały talent do gry(ha ha ha xD), zajęłyśmy 2 miejsce. Pierwszy siatkarski medal ^^ <szpan>

Drugi tydzień... A co ja będę pisać(ściągnę pomysł z pewnego fbl'a ;P):

 

 

Ave Aśka. Ave przełamywanie lodów. Ave spadający siatkarze. Ave IMOŁ. Ave SITOŁ. Ave Tajemnica Brokeback Mountain(to Jack bardziej cierpiał!). Ave trzy sarny. Ave emo foty na torach. Ave ślad stopy z dziwnym wzorkiem. Ave Sławek Szmal. Ave spanie na Shreku i Zapachu Kobiety. Ave Marlon Brando.  Ave Godmothers. Ave glut. Ave plakat Cristiano Ronaldo na ścianie. Ave vademecum Euro 2008/Mundial 2006. Ave co? Ave Ze Kalana. Ave gra w wojnę na dwie talie o 2 w nocy. Ave Białowieża. Ave bitwa na śnieżki. Ave zabawa w Marlona Brando. Ave Azzurro. Ave Bryan Adams. Ave Inter Amala(<lol2>). Ave Laźo. Ave niedokończone puenty. Ave dobieganie do autobusu. Ave. Ave. Ave. Ja chcę jeszcze raz! :D :*

 

 

 


artystyczne foto. <lol2>

 

Z konkursów pozostał białoruski(tym razem będzie laureat ;>). W szkole od czasu ferii ostry zapierdziel. Tak ostry zapierdziel w nadrabianiu, że nie wyrabiam. Na dobrą sprawę, nie powinnam teraz pisać notki, tylko kuć z biologii i chemii. -_-

Może teraz coś o MŚ? Moim zdaniem tragizm, jeżeli pominie się pierwszy konkurs na K-90. Gratulacje dla Justyny Kowalczyk i Wuffa :D.

 

 


 

Jezioro Łabędzie wymiata :)

 


faza na starówce.

 

 

A Pronat utrzymał się w I lidze i zajął 5 miejsce. o. xD.

Dla Hrabiny Turek najlepszejszego z okazji 18. ;].

Pozdrawiam wszystkich.

I daję dobrą radę- nie czytajcie opowiadań z Austro Teamem, bo zeżrą wam mózg. Alex. <lol2>.

KOCHAM TO:

  Edit:


 

JANNE WRACA!!!





Marta


skomentuj(7)









Księga gości.
Zajrzyj
Napisz...



Linki.
O mnie
e-mail: martusskaaa@interia.pl
Skype- martusskaaa
Gadu Gadu- 6998817
Mój blog xD
Mój last fm

BLOGI
Leia
Gaga
Dona
Agata
Ola i Agata
Natala
WU Ibrahimovic.
TEAM Borowski
Ilona
Milka ;*
Kitrak
foty-pilkarzy
Madeleine ;**
Ewolinda



W przypływie weny stworzone.
2010
luty
styczeń
2009
grudzień
maj
marzec
styczeń
2008
wrzesień
sierpień
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień



Lay by WU